-
Kronika Miasta Poznania 4/2009. Starołęka, Głuszyna, Krzesiny
Autor: brak
Wydawca: Wydawnictwo Miejskie
Miasto, w którym żyjemy ma ponad 1000 lat. Ma ciekawą historię i fascynujące postaci, znakomitych uczonych, świetnych rzemieślników i kupców. Dobre teatry, sławne chóry, nieraz o stuletniej tradycji, wspaniałą architekturę i rozliczne zabytk... -
Australia drzemie za siedmioma górami
Autor: Władysław Midowicz
Wydawca: Rewasz
„Australia drzemie za siedmioma morzami” 144 strony formatu B6 22 ilustracje Władysław Midowicz - urodzony 28 maja 1907 roku w Mikuliczynie. W latach 1918-1919 uczestniczył w obronie Lwowa. Ukończył wydział geografii UJ. Działacz Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Uczestniczył w "wojnie na pędzle" czym przyczynił się do wyparcia z Beskidów niemieckiego Beskiden-Verien. Twórca pierwszego Akademickiego Oddziału PTT. Gospodarz schroniska na Markowych Szczawiach. Kierownik obserwatorium na czarnoholskim Popie Iwanie. W czasie drugiej wojny światowej pracował w polskiej lotniczej służbie meteorologicznej i RAF. Osiągnął stopień kapitana. Po wojnie kontynuował karierę meteorologa w brytyjskim lotnictwie cywilnym. Po roku 1958 przeniósł się do Australii. Wykładał tam geografię w Unley High School w Adelajdzie. Wędrował i znaczył szlaki turystyczne w Górach Flindersa. Powrócił do kraju w 1967 roku. Prowadził działalność społeczną w PTTK. Sprawował opiekę nad znakowaniem tatrzańskich szlaków. Od początku lat dziewięćdziesiątych do śmierci był działaczem Towarzystwa Karpackiego. Autor przewodników turystycznych, artykułów naukowych oraz publicystycznych, oraz prozy beletrystycznej. -
Mongolia - spinning, tajmienie i... szczury
Autor: Uryn
Wydawca: Rewasz
"Mongolia - spinning, tajmienie i... szczury. Survival z ludzką twarzą" - jej autorem jest Bolesław Uryn. Ukazała się nakładem wydawnictwa Rewasz . 144 strony tekstu 16 stron wkładki barwnej (33 fotografie barwne) 24 ilustracje czarno-białe okładka miękka ze skrzydełkami, wewnątrz skrzydełek schematyczna mapa Mongolii oraz dorzecze Czuluut Od autora: "W życiu nie miałem takich wspaniałych obozowisk jak te nad rzeką Czuluut-goł w Mongolii. Bo powiedzcie sami - siedzę sobie teraz pod drzewem na rozkładanym krzesełku (a co...!) i piszę te słowa. Obok, oparty o pień modrzewia stoi karabin i spinning z bujającą się przynętą na tajmienie - futrzanym szczurem. Pod ręką leży Pelikan box z aparatem fotograficznym gotowym do użycia. Kilka metrów dalej, nad brzegiem, obok wystającego z piasku białego pnia drzewa czeka na mnie mój malutki namiocik z puchowym śpiworkiem w środku. A o krok przepiękna rzeka z czekającymi na mnie rybami. Szum wody i pluski żerujących ryb odbijają się od przeciwległego, skalnego zbocza schodzącego do samej wody. Niedawno podglądałem tam wędrującego po skałach lisa. Wczoraj - fotografowałem wilka i orła. Z tej strony rzeki - nade mną - piętrzy się pod niebo, groźna, piękna skalna ściana. Poświstują tam susełki. Z góry, zza jej krawędzi, ze stepu - dosłownie - przelewa się gorący kondensat olejków roślin stepowych. Piołunu, perzu, turzycy, rumianku... Co za zapach! Na krańcu tunelu - kanionu rzeki - pięknie zachodzi słońce... Taki plener nie wymaga talentu pisarskiego. W takiej scenerii słowa same przelewają się na papier. A fotografowanie? Można zamknąć oczy i pstrykać na wszystkie strony, a zdjęcia wyjdą piękne albo przynajmniej interesujące... Przede mną malutkie ognisko. Trzeszczy palące się drewno modrzewiowe (wspaniale pachnie a dym skutecznie odstrasza komary...) na ruszcie pięknie rumieni się mój lenok. Złapałem go przed chwilką. Po pięciu minutach łowienia, tutaj, o krok od namiotu. Za moment pyszna kolacja będzie gotowa. Póki co siorbię sobie kubas gorącej herbaty z łykiem rumu na rozgrzewkę, bo mimo że w ciągu dnia był upał, to teraz w cieniu czai się zimna wilgoć zmarzłoci i nocny szron już pokrywa namioty. Tak, tak... To Mongolia, słońce chowa się za góry i natychmiast temperatura spada o 20 stopni... I żadnej telewizji i budzika... Komorka oczywiście też nie działa. I ta miła świadomość, że wszystko wokoło jest realne, że to nie sen czy film. Że jutro może być tylko jeszcze piękniej, jeszcze ciekawiej... Kiedyś nie wierzyłem opowieściom o ogromnej ilości ryb w rzekach, dopóki sam się nie przekonałem, jak to jest. Niejednokrotnie, widząc płytką wodę, nawet nie chciało mi się wyciągać spinningu i popełniłbym błąd, bo ryb było tam "więcej niż wody"! Ciągle zaniedbywane przez wędkarzy są mongolskie, endemiczne ryby, osmany, miętusy czy sumy. Ciężko uwierzyć, że wielki, drapieżny tajmień może aż wyskakiwać na brzeg w pogoni za pokarmem. Że atakuje ptactwo wodne czy płynącego liska, żmiję, nie mówiąc o drobnych gryzoniach. A to tutaj normalka. Wielokrotnie Mongołowie opowiadali mi o rybich potworach żyjących w ich wielkich rzekach czy ogromnych jeziorach-morzach i ze strachu przed nimi odprawiali szamańskie rytuały. Może więc lepiej zacząć im wierzyć i uważać wędkując na brzegu wielkiej rzeki czy niezgłębionego (blisko trzysta metrów głębokości!) jeziora Chubsuguł, czy bezkresnego jeziora-morza Char us-nuur, gdzie "wysepka" ma "tylko" 274 km2 (sic!)? " -
Mongolia-wędkarski survival
Autor: Uryn
Wydawca: Rewasz
Autorem książki jest Bolesław Uryn. Ukazała się nakładem wydawnictwa Rewasz . Zawiera: 224 strony tekstu 24 strony wkładki kolorowej (51 fotografii barwnych) 21 fotografii czarno-białych okładkę miękką ze skrzydełkami, wewnątrz skrzydełek schematyczna mapa Mongolii oraz okolice jeziora Chubsuguł i kotliny Darchackiej. Kilka słów do książki Bolesława Uryna „MONGOLIA - wędkarski survival” "Jest niewielu, którzy potrafią przelać na papier swą bogatą wiedzę o rybach, łowiskach i wędkowaniu w sposób zrozumiały nawet dla początkujących czytelników. Innych, jeszcze mniej licznych, los obdarzył rzadką umiejętnością zaklinania w piękne słowa emocji i wrażeń z wypraw wędkarskich. Ale znam tylko jednego wędkującego autora, który posiadł obie te umiejętności i nie szczędzi wysiłków, aby hojnie obdarować czytelników swą twórczością. Jest nim Bolek Uryn. W jego książkach i reportażach - "dziennikach podróży", które z przyjemnością regularnie publikuję w "Wędkarskim Świecie" (i których jestem wiernym czytelnikiem), zawsze odnajduję niezwykłą ciekawość świata, szacunek dla dzikiej przyrody i wielką pasję wędkowania Autora. A nade wszystko cenię prawdziwość reportaży Bolka, ponieważ pisze On tylko o tym, czego dotknął lub doświadczył na własnej skórze, albo co widział na własne oczy. Trzeba podkreślić ogrom wiedzy autora - ichtiologa, doktora nauk i mongolisty. Wędkarski survival w Mongolii jest tego najlepszym przykładem. Ta wspaniała książka fascynuje, bawi, uczy i informuje... " Jacek Kolendowicz WĘDKARSKI ŚWIAT Od autora "Survival, nazywam tak - "wyprawy o ponadprzeciętnej skali trudności, wymagające samodzielnego radzenia sobie w odległych krainach, ekstremalnych warunkach, trudnym terenie, na wodzie lub lądzie...", a określany przeze mnie dodatkowo - "z ludzką twarzą..." - jeśli nie jest to odmiana masochistycznego wyczynu, tylko - profesjonalnie przygotowana, bezpieczna i zdrowa zabawa oraz - jednocześnie - nauka! Odbywająca się wprawdzie w egzotycznej i odludnej scenerii, ale mająca na celu nie wyłącznie "przetrwanie", a poznanie zarówno miejscowej przyrody, jak i - historii, kultury, religii, kuchni itp. odwiedzanego narodu i zakątka świata. A wszystko z bliska, z "pierwszej ręki", ze "wspólnej z autochtonem miski", a co najważniejsze - bez ingerencji i szkody dla środowiska! Uważam go za doskonałą kuźnię charakteru i szkołę życia ludzi młodych, ponieważ kształtuje osobowość, wyrabia samodzielność, odpowiedzialność, uczy obcych języków, poszerza horyzonty i umożliwia zdobycie unikatowej wiedzy przydatnej potem w życiu, rodzinie i każdym zawodzie. Zatem mój survival to bezpieczne, przyjemne i radosne zbliżenie ich do Matki Natury, które bawi, uczy, wychowuje i... wydłuża życie! Bo taki relaks fizyczny i psychiczny, usuwający zabójcze stresy, doskonale poprawiaa zdrowie i przedłuża życie "słabej płci", jaką w rzeczywistości stał się współczesny mężczyzna. Wszystko dla tych niezapomnianych chwil, spędzonych nad wodą, w cudownej scenografii gdzieś na końcu świata. I dla zdrowia. Jeśli wędkarz - podróżnik, eksploruje samodzielnie łowiska gdzieś - tam na końcu świata, jeśli jest to prawdziwa wyprawa w odludne regiony świata, mająca na celu głównie połowy ryb, to taki survival nazywam "wędkarskim". " Wędkarski survival... "Bo jak nie nazwać survivalem wędkowania np. w ciemnościach nocy w ciężkim, górskim terenie Mongolii? Marszu po omacku z wędką w ręce po porośniętym gąszczem krzewów i drzew , oszronionym rumowisku skalnym, na skraju przepaści z rzeką ryczącą na dole. Samo przemieszczanie się nocą w tych warunkach to już istny "horror" grożący wypadkiem, a przeprawa po ciemku, przez dziką rzekę to dodatkowo wielkie ryzyko utopienia! Wierzcie mi - trzeba być naprawdę "szalonym", survivalowym wędkarzem by zanurzyć się nocą samotnie w mongolską rzekę, w wodę po piersi, mając na dodatek na końcu plecionki uczepionego do haka półtora metrowego tajmienia, ciągnącego jak lokomotywa, łamiącego jak trzcinkę gruby na palec "kij" z włókien węglowych. Moi koledzy po takim nocnym wędkowaniu wracali nad ranem - na szczęście cali i zdrowi, z wielkimi sukcesami ale... "na czworakach". Skrobali zimne resztki z kociołka i opowiadali przygody. Szczęśliwi zasypiali na oszronionej ziemi nie mając już siły, by w namiocie wczołgać się do śpiwora. Ale właśnie tę "masakrę" wspominają latami... W takich warunkach samotne, nocne zmagania z wielką rybą wciągającą do wody łowcę (uzbrojonego jedynie z malutką latarkę naczołową...) są równie ryzykowne i męczące jak - jakieś tam - survivalowe polowanie na niedźwiedzia z łuku, spływ pontonowy po Alasce (odbywany w odpowiednim izotermicznym kombinezonie, kasku i kamizelce ratunkowej, zimowy marsz przez śnieżne bezdroża Syberii (z satelitarnym telefonem pod ręką...), itp. "extremum..." Wyprawy do Mongolii opisałem obszernie w książce p.t. "Mongolia - wyprawy w tajgę i step". Przypomnę, że nie jest tam łatwo. Podróżując tysiąc kilometrów szlakami przez mongolskie bezdroża zatrzymacie się nie raz koło kamiennej piramidy - kurhanu wotalnego owoo, by złożyć tam ofiarę za szczęśliwą podróż. Ale i tak pewnie zagrzebiecie się w błocie po osie auta, lub przeżyjecie emocje niebezpiecznej przeprawy samochodowej przez rzeczny bród. Potem, nim dotrzecie daleko za szczyty gór, nad piękną i rybną wodę, to najpierw wytrzęsiecie się w twardej, drewnianej końskiej kulbace. Nocą będą wyły wilki i będziecie marzli w namiociku a papu gotowane na ognisku nie wszystkim będzie smakowało. Ale warto pomęczyć się, by w końcu trafić do miejsc, gdzie w cudownej scenerii górskiej rzeki, można złowić na spinning lub muchówką wiele ogromnych, walecznych tajmieni, ślicznych lenoków czy lipieni. Sieję, karpia, suma, szczupaka lub może nawet jesiotra. Poznacie jurtowy świat żywcem przeniesiony z czasów chanów. Niniejsza książka stawia sobie za cel zachęcić Was do wędkowania i survivalowego podróżowania. Mam też nadzieję, że zgromadzone w niej moje przygody i doświadczenia zaciągną Was także do Mongolii a tam doprowadzą do spotkania z tajmieniem - wymarzoną "rybą życia". Dzikim, drapieżnym syberyjskim "czerwonym szczupakiem". Wspaniałą, wielką, syberyjską głowacicą. Chociaż - tak naprawdę - to uważam, że wielkość ryby nie jest najważniejsza. I tak przecież po złowieniu tajmyszka wróci z powrotem do wody. Liczy się jedynie "gonienie króliczka" i TO gdzie i jak to się robi. Ryba będzie dla Was jedynie pretekstem do poznania tajemniczej ojczyzny Czyngis-chana. Świata jurt, koni i kumysu. Do pobytu w najlepszym "sanatorium" - odludnej, modrzewiowej, górskiej tajdze i w tundrze. Wędkowania w dziewiczych, pięknych rzekach i jeziorach. Poznania miejscowych, starych metod połowu i przynęt z czasów Czyngis-chana. Zapraszam do odległej Azji jak z czasów mongolskich chanów. Jurt, konnych pasterzy i szamanów. Do Mongolii - unikatowego kraju kontrastów, bogatego w rzeki, jeziora i - oczywiście - liczne wielkie, piękne i waleczne ryby wędkarskie. " Bolek "Boleebaatar" Uryn -
Roztocze Polskie i Ukraińskie. Przewodnik
Autor: Artur Pawłowski
Wydawca: Rewasz
Przewodnik ten jest nową wersją – rzec można - kontynuacją popularnego przewodnika po Roztoczu, tzw. przewodnika "z chałupką" wydanego jeszcze w latach 90. zasłużone wydawnictwo Stanisław Nałęcz Kryciński. Od tego czasu minęło już pon... -
Szczawnica. Informator turystyczny
Autor: praca zbiorowa
Wydawca: Rewasz
Szczawnica. Informator turystyczny 2009 Książka zawiera112 stron, wśród których jest 47 zdjęć cz-b, 2 plany miejscowości, a w dodatku barwny plan miasta w skali 1:10 000. Następne wydanie słynnego informatora turystycznego. Przedstawia on pełne wiadomości o usługach turystycznych Szczawicy i okolic, trasy spacerów po uzdrowiskach, trasy wycieczek w okoliczne góry. Informatow ma cztery części. W pierwszej znajdują się informacje o Szczawicy - na temat jej zdrojów, klimacie, noclegach, sanatoriach, restauracjach i handlu plus telefony a przydatne adresy. Drugi fragment to historia i uzdrowiska, a także proponowany spacer po mieście z ważnymi obiektami na trasie. Część trzecia to opis okolicznych miast, takich jak Szlachtowa, Krościenko oraz Jaworki. Końcowe fragmenty to propozycje tras wycieczek samochodowych, rowerowych oraz pieszych. To trasy takie jak spływ Dunajcem, wycieczki na Słowacje (Lubowla, Drużbanki, itp.) oraz wyprawy w Pieniny i Małe Pieniny. Tylko w wersji elektronicznej informatora oprócz kolorowego planu Szczawnicy zamieszczamy kolorowe plany Szlachtowej i Jaworek z nazwami ulic wprowadzonymi w kwietniu 2009 r. -
Krynica Zdrój 2009. Informator
Autor: praca zbiorowa
Wydawca: Rewasz
Wydawnictwo obejmuje 128 stron, 39 czarno - białych fotografii, 3 niewielkie plany miejscowości. Zawiera ponadto kolorową wkładkę z reklamami, opis szlaków narciarskich na Jaworzynie Krynickiej. Załączono mapę miasta w skali 1: 12 500 Jest to corocznie wydawany ,znany informator turystyczny. Zawiera kompletne informacje dotyczące usług turystycznych, jakie świadczone są w Krynicy i okolicy, sugerowane trasy wycieczkowe po okolicznych górach, opis szlaków spacerowych w obrębie uzdrowiska. Informator podzielony jest na 4 części. Część pierwsza dotyczy wiadomości praktycznych o Krynicy. Znajdują się tu opisy krynickich zdrojów, klimatu, informacje o noclegach, gastronomii, senatoriach, usługach oraz handlu. Ponadto znajdziemy tu ważne adresy i telefony. Druga część prezentuje historię i perspektywy Krynicy oraz obiekty godne obejrzenia w uzdrowisku. Trzecia część to opis okolicznych miejscowości, takich jak : Krynica Dolna, Słotwina, Tylicz, Muszynka. W ostatniej części przedstawione są sugerowane wycieczki rowerowe, samochodowe oraz piesze. Np. opisany został Szlak Cerkwi Łemkowskich czy wycieczka do Słowackiego Bardiowa -
Armenia. Przewodnik
Autor: Leszek Waksumdzki
Wydawca: Rewasz
Oficyna Wydawnicza „Rewasz” – Armenia Przewodnik. Autor: Waksmundzki Leszek. Wydanie I. Pruszków 2008256 stron formatu B6, plus 24 str. barwne z 48 zdjęciami, 38 zdjęć oraz ilustracji czarno-białych w tekście, 17 ...